poniedziałek, 25 marca 2019

14 dni z postem dr Dąbrowskiej



Już od trzech lat , myśl zrobienia postu za mną chodziła, tylko,że najpierw poniosłam porażkę , bo zwyczajnie się nie przygotowałam, wmawiała sobie, że przy takiej intensywności pracy na pewno nie dam rady i padnę , bałam się bólów głowy i nawrotu nerwobólów . Poległam.

Potem okres ciąży i czas karmienia, aż pod koniec zeszłego roku narosła we mnie ogromna potrzeba oczyszczenia duszy, umysłu i ciała. Jako narzędzie do osiągnięcia tego stanu miał mi przysłużyć detoks jedzeniowy.

Tym razem postanowiłam się nie poddać i bardzo dokładnie sobie to wszystko przeanalizowałam.

Najpierw zaopatrzyłem się w najnowsze książki oraz książkę Post Daniela , ponieważ w niej urzekły mnie rozważania na każdy dzień postu, a chciałam mocno , aby mój post miał także wymiar duchowy.

Potem wybrałam czas - Wielkiego Postu, ale też sprawdzałam, aby nie było żadnych uroczystości rodzinnych , wyjazdów , czy innych pokus. Na końcu zdecydowałam się na okres trwania - ponieważ założyłam sobie, że tym razem post przejdę , to musi to być od do . Jestem typowym zadaniowcem, muszę mieć konkret. Realnie byłam w stanie poddać się postowi na 14 dni.

Sprawa posiłków - przypuszczałam, że przygotowywanie ich będzie dla mnie uciążliwe, więc już kilka miesięcy wcześniej rozglądałam się za cateringiem, który taką dietę oferuje. Znalazłam interesującą  ofertę, nie rujnującą mego budżetu i już nie było odwrotu.

14 dni temu rozpoczęłam post. Dostawałam od Was wiele informacji, zapytań , wsparcia - za co dziękuje.

Na pierwsze dni przygotowałam się na ból głowy - a tutaj nic ! Żadnego bólu nie było! Trzeciego dnia bolały mnie zatoki, tylko tyle. Nadspodziewanie gładko się zaczęło. Niestety było mi okropnie zimno! Nakładałam kilka warstw na siebie i podkręcałem  ogrzewanie tak,że nie dało się normalnie wytrzymać ( reakcja Jacy).

W pierwszym tygodniu wszystko mi smakowało, piłam ok 2 litry wody, plus pokrzywę , rumianek.

Drugi tydzień był cięższy - śniadania memłalam i z błyskiem w oku patrzyłam na jajecznicę Franka. Było mi okropnie zimno, aż wody nie chciałam pic i przez dwa dni wypiłam zdecydowanie za mało. Wtedy pomyślałam, że szkoda byłoby zaprzepaścić post przez to,że nie pijam wody. Postanowiłam w termosie zaparzać  wrzątek z imbirem i cytryną, zamiast zimnej wody. Pomogło, bo rozgrzewało i dodatkowo oczyszczało jelita. Zresztą już wiele razy Wam pisałam o tym, ze w domu pijamy na śniadanie szklankę  cieplej wody z cytryna.

Co się zmieniło ? Wzmocniłam swój organizm , swoje poczucie siły sprawczej , to, że dam radę i podołałam wyzwaniu. Wzmocniłam się duchowo i energetycznie, bo w gruncie rzeczy mino deficytu kalorii, miałam ogrom energii, mino różnych nocy, ani razu nie chciało mi się spać w ciągu dnia. Poprawiłam pracę jelit , czuje się lekka . Moja cera się zdecydowanie polepszyła, nabrała blasku i energii. ( Kremy się lepiej wchłaniają , zniknęły przebarwienia po ciąży ;)) , z wagi tez mi zeszło aczkolwiek nie to było moim celem, bo z waga to ja sobie umiem poradzić.

Ogromnym plusem jest to, że mój Jaca tez chce post przejść za rok, tylko, ze 14 dni, a ja 21. Trzeba sobie podnosić poprzeczkę. Także za rok startujemy razem i mam nadzieje, że będzie to nasz już zwyczaj ku zdrowotności.

Nie mam ochoty na mięso, to również było moim celem. Chcemy ograniczyć jego spożywanie do 2x w tygodniu.

Minusem - brak siły na ćwiczenia, a tym bardziej bieganie. 5 km przebiegłam na oparach , bez sił.
W domu ćwiczenia robiłam bardziej siłowe niż cardio. I codzienne spacery po 3-4 km.

Aktualnie jestem na wychodzeniu, które nie jest takim obciążeniem, gdyż przypomina to dietę, którą na co dzień mamy w naszym domu. 

Czy polecam post ? Jak najbardziej jest to niesamowita profilaktyka przeciwstarzeniowa i przeciwnowotworowa, wzmacnia dusze, umysł i ciało, daje poczucie ogromnej sił i energii. Sprawia, że „masz tę moc”.

Moja rada - kilka tygodni przed postem warto się do niego przygotować na każdej płaszczyźnie i mieć motywacje dlaczego to robisz, aby w momentach kryzysu, bo takie będą - dawały siłę.

środa, 20 marca 2019

Fizjoterapia po porodzie

Dobra, ten post od lipca jest zawieszony w moich notatkach. Kilka razy wspomniałam na fcb lub instagramie o fizjoterapii okołoporodowej i co jakiś czas pytacie mnie o szczegóły. Specjalistą w tej dziedzinie nie jestem, ale mam to szczęście, że osobiście znam fantastyczną fizjoterapeutkę , którą poprosiłam o odpowiedz na najczęściej zadawane przez Was pytania. Zatem zapraszam do lektury.



1. Co to jest fizjoterapia okołoporodowa?

Fizjoterapia okołoporodowa to całokształt działań zarówno profilaktycznych jak i terapeutycznych obejmujących pacjentki planujące ciąże, w ciąży oraz we wczesnym okresie po porodzie.

Profilaktyka ma na celu edukację dotyczącą zapobiegania przeciążeniom narządu ruchu, rozejściu mięśni prostych brzucha, przygotowanie do porodu oraz edukację dotyczącą wczesnego postępowania usprawniającego zarówno po porodzie naturalnym jak i cesarskim cięciu oraz zapobieganiu dysfunkcjom dna miednicy. Do tych ostatnich zaliczyć można obniżenie narządów miednicy mniejszej, nietrzymanie moczu, gazów, stolca, uczucie zbyt luźnej lub zbyt ciasnej pochwy, dolegliwości bólowe podczas aktywności fizycznej czy też podczas współżycia.

Fizjoterapia po porodzie oznacza usprawnianie pacjentek, u których wyżej wymienione problemy już nastąpiły, albo które chcą pod okiem specjalisty usprawnić się w sposób jak najbardziej bezpieczny dla siebie, z uwzględnieniem zmian  dotyczących nie tylko statyki narządów miednicy mniejszej, ale całego narządu ruchu i innych układów.

Fizjoterapia w ciąży najczęściej polega na przygotowaniu ciała do porodu, terapii w dolegliwościach bólowych, które na poszczególnych etapach ciąży mogą się pojawiać, a także relaksacji. Pacjentki chętnie korzystają z masażu lub aplikacji specjalnych plastrów (znanych jako metoda kinesiology taping), które w ciąży są całkowicie bezpieczne, a mogą znacznie wpłynąć na komfort funkcjonowania.

Dobrze byłoby, gdyby w celu skorzystania z okołoporodowych konsultacji lub terapii panie zgłaszały się do certyfikowanych fizjoterapeutów uroginekologicznych, którzy mają kompetencje do tego, by rzetelnie pomóc w tym wyjątkowym dla kobiety okresie życia.

2. O co chodzi z treningiem dna miednicy ? 

Trening dna miednicy oznacza aktywację mięśni dna miednicy, a więc tych, które potocznie (aczkolwiek mało precyzyjnie) nazywane są mięśniami Kegla.

Mięśnie te mają budowę warstwową, okalają u kobiet rozwór moczowo płciowy, odbyt, tworząc jakby hamak dla narządów miednicy mniejszej: macicy, pęcherza i odbytnicy. Biorą tym samym udział zarówno w funkcjach seksualnych, jak i mają swój udział podczas mikcji, wydalania, podtrzymywania ciężarnej macicy.   To między innymi dzięki ich sprawnemu działaniu kobieta jest w stanie odczuwać satysfakcję ze współżycia, utrzymywać mocz i stolec podczas kaszlu, kichania, czy intensywnych treningów. Jak każdy profesjonalny trening, tak i ten dotyczący MDM powinien być ustalany indywidualnie, biorąc pod uwagę wyjściowy stan tych mięśni i stan ogólny kobiety, jej dotychczasową aktywność, przebyte leczenie, czy okres, który upłyną od porodu.

Pracując nad mięśniami dna miednicy można poprawić rożne parametry: napięcie spoczynkowe, siłę, wytrzymałość, reaktywność, szybkość. Ważną kwestią jest umiejętność aktywacji dna miednicy w kierunku do góry, a więc nie tyle zaciskanie co unoszenie, podciąganie tych struktur.  Bardzo istotna jest też zdolność do relaksacji, gdyż zmęczone mięśnie, będące nieustannie we wzmożonym napięciu również nie będą wystarczająco efektywne.

Tym samym podstawą powinno być badanie palpacyjne dna miednicy, czy EMG dna miednicy. Tylko wtedy można rzetelnie określić jakiego rodzaju pracy mięśni pacjentka aktualnie potrzebuje.  Warto podkreślić, że często wbrew pozorom kobiety mają ogromny problem z odpowiednią relaksacją mięśni dna miednicy.

Kolejnym krokiem powinna być odpowiednia edukacja co do sposobu treningu. Najlepiej, by fizjoterapeuta mógł popracować przez pewien czas z kobietą indywidualnie, aby opanowała możliwie najlepiej technikę ćwiczeń. Nie bez znaczenia będą tutaj: postawa ciała, oddech, wypracowanie odpowiednich nawyków ruchowych.

Dopiero kolejny etap to samodzielne ćwiczenia pacjentki lub udział w grupowym treningu dna miednicy.


3.Jak wygląda rehabilitacja? 

Pierwsza wizyta powinna być poświęcona na dokładne badanie pacjentki, połączone z zebraniem wywiadu. Często poza badaniem zewnętrznym istnieje potrzeba wykonania badania do-wewnętrznego (per vaginam = przez pochwę, czy per rectum= przez odbyt).  Następnie po wstępnej diagnozie ustala się wraz z pacjentką plan terapii. Rehabilitacja powinna być zawsze ustalana indywidualnie, tym samym może przebiegać inaczej u różnych pacjentek: z problemem z mięśniami dna miednicy, z bólem, czy z rozejściem mięśni prostych brzucha.W swoim gabinecie zaczynam od solidnej dawki wiedzy, a więc wskazówek związanych z pracą poszczególnych mięśni, rolą oddechu, postawy ciała, czy utrwalonych wzorców ruchowych i wpływie tych czynników na problem, z którym pacjentka się zgłasza. Pewne zalecenia do wdrożenia w życiu pacjentka otrzymuje ode mnie od razu, a kolejne ćwiczenia dobierane zawsze  indywidualnie dodawane są stopniowo, często na dalszych wizytach. Podczas pracy w gabinecie większość swych działań w trwającej terapii opieram na technikach manualnych dotyczących zarówno stawów jak i tkanek miękkich, ważnym elementem jest również praca z blizną. Z wizyty na wizytę monitorowany jest zmieniający się stan pacjentki, modyfikowane zalecenia, czy korygowane błędy, jeśli takie pojawią się już podczas samodzielnych ćwiczeń w domu. Jako techniki wspomagające mogą być stosowane również inne zabiegi – elektrostymulacja, kinesiology taping.



4. Gdzie szukać fizjoterapeutów okołoporodowych ?

O fizjoterapeutę uroginekologiczego warto pytać przy szkołach rodzenia w większych miastach. Nawet znajomy fizjoterapeuta, który specjalizuje się np. w ortopedii czy neurologii prawdopodobnie znając środowisko kolegów po fachu będzie potrafił wskazać kogoś z doświadczeniem z pacjentkami w okresie okołoporodowym.

W dzisiejszych czasach można oczywiście liczyć na internet, warto wpisać w wyszukiwarkę hasło fizjoterapia okołoporodowa, fizjoterapeuta uroginekologiczny. Polecam tylko zerknąć na zawodowe doświadczenie wybranej osoby, lata praktyki w zawodzie, by upewnić się co do jej kwalifikacji. Godnym uwagi dokumentem będzie certyfikat wystawiony przez PTUG (Polskie Towarzystwo Uroginekologiczne) lub Fundację Aenon.

Niestety fizjoterapia uroginekologiczna świadczona na wysokim poziomie w Polsce nadal dostępna jest głównie w sektorze prywatnym i niewielu lekarzy ginekologów wspomina swoim pacjentkom o możliwości i zaletach rehabilitacji poporodowej. 

 Obecność takiego specjalisty wśród położnic na oddziale jest rzadkością, choć przynajmniej jeden ze szpitali w Warszawie może się poszczycić obecnością fizjoterapeuty uroginekologicznego.  Jest więc nadzieja, że z czasem tendencja ta rozprzestrzeni się na inne placówki medyczne i miasta.


Na te pytania odpowiedziała mi fizjoterapeutka , mama dwójki dzieciaków. Po więcej informacji odsyłam na stronę www.lipniewscyrehabilitacja.pl oraz do komentowania.



Na zdrowie drogie Panie ;)

piątek, 25 stycznia 2019

2019 nadchodzę ! Z pokorą będę przyjmować każdą lekcją i z odwagą podejmować nowe wyzwania....

Nowy rok to wachlarz nowych możliwości . Zdecydowanie jestem za robieniem podsumowań i tworzeniem wyzwań i marzeń. Każda motywacja do rozwoju osobistego jest istotna.

U mnie są to zazwyczaj dwie daty - początek roku i moje urodziny . Jednak z racji, że do świętowania mych narodzin jest jeszcze trochę czasu, skupie się na tym co tez w tym roku nawymyślałam, aby się doskonalić.





W 2019 roku stawiam na rozwój ducha. Fizyczność będzie się toczyła obok - myślę, że mam już wyrobione pewne zdrowe nawyki i do aktywności sportowej i zdrowego stylu życia nie trzeba mnie motywować. Jednakże i tutaj podejmę się kilku wyzwań jeśli los dopomoże. Marzy mi się półmaraton, maraton i może jakieś małe ultra ? Takie mam marzenie. Chce zejść na dyszkę poniżej 50 minut. A będzie to możliwe jeśli wrócę do wagi sprzed ciąży - jeszcze 4 kg  zostały.

Z wyzwań sportowo- zdrowotnych wpisałam również : ciało ze stali z brzuchem włącznie,miesiąc bez cukru i post warzywna- owocowy , poprzedzony detoksem sokowym. Przecież w zdrowym ciele,  zdrowy duch , zatem preludium do roku ducha uczynię.



Marzy mi się wyjazd z Mężem ,w pewne ,nasze, ukochane miejsce. Chce powędrować z plecakiem pełnym marzeń po ukochanych Taterkach ,nałożyć treki i męczyć się niemiłosiernie rozważać przy tym o życiu. Chcę też zrobić babski wypad, taki ze sportem, zdrowym jedzeniem, spa....skrzyknąć chętnych i na weekend po prostu pobyć z samymi babami. Plotkować, marzyć, motywować się. Już kilka lat przekładam to marzenie ,może w końcu się uda?



Książek przeczytam 20!  O to co ! Filmy nadrobię , na ściankę wrócę, wyćwiczenie ciało jak marzenie i zrobię to za pomocą min. 80 treningów fit.



Zawodowo również się podciągnę i zrobię szkolenie fitnessowe oraz dietetyczne. Trzeba w końcu dbać o swój warsztat pracy. No i przecież skończę studia podyplomowe i ruszę z kopyta z nową pasją  ! Można już ją śledzić w sieci :).


A najważniejsze jest dla mnie to,aby mieć dużo czasu dla Frania i Jacy, rodziny bliższej i  dalszej, cieszyć się z małych rzeczy, rozmawiać i marzyć z moimi chłopakami, być wdzięczną  , życzliwą i dobrą , nie zazdrościć ,nie denerwować bliskich i myśleć pozytywnie, bo jak mawia klasyk po co negatywnie.



Z pokorą będę przyjmować każdą lekcją i z odwagą podejmować nowe wyzwania.

2019 ....nadchodzę !

poniedziałek, 31 grudnia 2018

Wdzięczna za...podsumowanie 2018


Rok  2018 był dla nas szczególny - 8 kwietnia o godzinie 4.15 na świecie pojawił się nasz cudowny synek - Franio. I to właśnie ta mała istota wprowadziła w naszym życiu ogromną rewolucje. Z wielu rzeczy trzeba było zrezygnować , inne przewartościować,ale najważniejsze, że w tym wszystkim pozostaliśmy sobą. 
I choć końcówka roku nie należała do przyjemnych, z nadzieją patrzymy na to co przyniesie nam 2019 rok. 


Co udało mi się zrealizować z zamierzonych celów?
Nadal przoduje w książkach - przeczytane 21 z 20 założonych - macierzyński mi to umożliwił. Odkrywałam ukochaną kolejną książkę, pt: " Pełnia życia" Agnieszki Maciąg - zmieniła ona podejście w moim życiu do wielu spraw.
Założenie było ,aby pracować nad energią wewnętrzna i muszę powiedzieć, że poszło mi to nawet lepiej niż zakładałam. Na pewno wpływ na lepsze samopoczuciem miałam dzięki spotkaniu kilku dobrych i wspaniałych ludzików, którzy wnieśli wiele dobra w moje życie. Dziękuje Madziu, Aniu, Alu, Kasiu,Grześ...

Aspekt edukacyjny również zakończony z sukcesem: zostałam dietetykiem , mam nawet małe sukcesy moich podopiecznych, ale jak dalej potoczy się ta pasja? Tego nie wiem, na razie mam ogromną frajdę z tego, że mogę układać dietę i treningi innym, i widzę ich pozytywną przemianę.
Wzięłam udział w międzynarodowej konferencji SI, a także rozpoczęłam studia w tym kierunku, uczę się od najlepszych i czerpie jak najwięcej się da. Niebawem nowe pomysły z tym związane ,a dla wnikliwych hasło : Si_mama ;) tam już się powoli dzieje. 



Wróciłam do treningów, ale tutaj muszę sobie wstawić taki plus/ minus, bo okazało się, że nie było to  takie łatwe po ciąży i w okresie karmienia. Za bardzo chciałam,a ciało niekoniecznie było gotowe. Zrobiłam prawie 70 treningów, wróciłam do biegania - aktualnie 13 km nie jest dla mnie problemem,ale chcę więcej ! 
 Nie udało mi się przebiec Biegnij Warszawo, za to wystąpiłam w Biegu Dzika na 5km ( czas poniżej 30min) i w Biegu Niepodległości , gdzie tez udało mi się zejść poniżej 1h. 
Do formy sprzed ciazy jeszcze nie wróciłam , czekam na to,aż odstawię Franka całkowicie , wtedy będę mogła w 100% popracować nad własna formą i dietą

Randki z mężem były dopóki Franco się nie pojawił, teraz co prawda tez udaje nam się gdzieś wyrwać, ale nie jest to z taka reguralnością jakbyśmy chcieli. Wyjazdu babskiego i rodzinnego niestety nie było. Może w następnym roku ? Ciągle chodzi mi to po głowie .



Ogólnie udało mi się zrealizować 70% z założonyhc planów. 
Oczywiście na najbliższy rok również mam już marzenia, z którymi się  podzielę w najbliższym czasie .

Wdzięczna jestem za każde dobre ,ale i trudne lekcje życiowe. Zarówno jedne jak i drugie wpływają na mój rozwój osobisty i budują mnie jako człowieka. 
Wdzięczą jestem za nowe doświadczenia życiowe- bycie mamą, ale nie tylko w tych dobrych momentach, również w tych ciężkich,kiedy myślę ,że już nie dam rady, że to ponad moje siły, a jednak trwam i sama sobie dziwię ile jesteśmy w stanie udźwignąć. 
Mocno nas to zahartowało, jako rodzinę, 
Wdzięczna jestem za siłę charakteru i to, aby się nigdy nie poddawać. 
Wdzięczna jestem za nowe znajomości, które okazały się być tak fajnymi i wartościowymi ,że ciągle trwają. 
Wdzięczna jestem za stare przyjaźnie, które umocniły tylko nasze więzi.
Wdzięczna jestem za tak częste spotkania z rodziną. 
Wdzięczna jestem za takiego Męża, który jest cierpliwy i kochany, który dba również o moje potrzeby i rozumie , że bycie mamą to nie
 Eldorado. 
Dziękuje za każdą lekcje. 

czwartek, 29 listopada 2018

Energetyczne koło

Dosyć długo zbierałam się aby napisać ten post i też zastanawiałam się czy, aby chce się tym dzielić, ale jeśli to ma komuś pomóc albo skłonić chociaż jedna osobę do refleksji - to warto.

Po urodzeniu synka w moim życiu a najbardziej w mojej duszy i umyśle zapanował hałas...tak tak nie chodzi mi o chaos ( chociaż to też niewątpliwie miało miejsce ) tylko hałas ! Brak spokoju i jakieś wewnętrzne krzyki powodowały , że okropnie się denerwowałam i stresowałam. Do tego dochodzi permanentny brak snu i ból kręgosłupa ( ale o tym wie każda mama i każdy tata). Wszystko to wpłynęło na zamieszanie w mojej duszy. Wtedy na pomoc ruszył umysł, który zaczął dostrzegać pewne znaki , jakie podarował  mi Świat, a serce je przyjęło i rozpoczęła się praca nad hałasem duszy.



Jeszcze podczas ciąży trafiłam w internecie na wpis o mindfulness , o czym się z Wami podzieliłam na blogu. Niesamowicie zafascynowała mnie teoria uważności i skupienia się na jednej rzeczy, a nie wielozadaniowości ( chociaż przy małym baby to nie do końca realne ). Gdzieś tam ta UWAŻNOŚĆ ciągle się przewijała w gazetach, internecie, książkach.  W czerwcu odwiedziła mnie koleżanka z pracy, taki mój anioł ( tym razem nie ten rudy;) ) i podsunęła bloga do poczytania Agnieszki Maciąg. Jednak rozmowa z moim dobrym Aniołem dała mi dużo więcej... zaczęłam sobie powoli w głowie wszystko układać, łapać energię taką dobrą od tej osoby. Nasza pogawędka sprawiła ,że zaczęłam szukać  intensywniej znaków.



I to był drugi punkt w moim kole energii  ogarniania hałasu.

Zafascynowana wspomnianym blogiem, zaczęłam czytać książki jej autorki. I nie ukrywam, że "Pełnię życia"  pochłonęłam dwa razy. Rozpoczęłam powoli prace z oddechem i dobrymi myślami, które sprawiały,że codzienność stawała się łatwiejsza , kontakt z Mężem cudowniejszy ( zmiana w życiu dała się we znaki też naszej relacji) i hałas duszy cichszy.

Kolejny punkt na mapie mojego koła to opowieść jednej osoby z rodziny, która nauczyła się właśnie sztuki medytacji i pozytywnego myślenia. Ze względów osobistych nie będę tutaj przytaczać konkretów. Jednak niezwykle dobrze się słuchało tego w jaki sposób można wpłynąć na swój spokój wewnętrzny.

Brakuje mi tylko jedno odcinka do zamknięcia koła energii , a mianowicie własnego doświadczenia. Niebawem mam nadzieje to nastąpi. Tymczasem każdego dnia staram się ćwiczyć za pomocą afirmacji ( tj. zdania,myśli, które powtarzamy w ciągu dnia, analizujemy i staramy się w nie uwierzyć  w ten sposób pracując nad sobą).

Był taki tydzień , kiedy każdego dnia w czasie drzemki Frania starałam się wyciszyć , zagłuszyć myśli i skupić się tylko na oddechu lub afirmacji. Byłam dużo spokojniejsza. Potem tydzień przerwy i hałas wewnętrzny znowu narastał.




Pewnie niektórzy z Was stwierdzą,że oszalałam ,ale uwierzcie bycie rodzicem to jazda bez zatrzymania ( każdy rodzice wie o czym mówię ) a ja jestem na początku swojej drogi i muszę jakoś bezpiecznie i bez uszczerbku na własnej osobowości dojechać do poszczególnych przystanków. A taki spokój przyda się każdemu z nas, bo daje nam wewnętrzną moc.

Z energia Was pozostawiam i mam nadzieję refleksją,

sobota, 29 września 2018

Herbata turkusowa

Nastał czas jesiennej zadumy i refleksji, ciepłych ubrań , słuchania deszczu pukającego o parapet, długich wieczorów i gorącej herbaty.

Do białej herbaty namawiam Was wciąż , pisałam o niej nie raz, natomiast całkiem przypadkiem odkryłam ostatnio herbatę turkusową zwana również Oolong  lub ulung również spotkacie jej potoczną nazwę tzn :” smocza  herbata” bo po zaparzaniu w imbryku przyjmuje jego postać .(to tak,aby dodać jeszcze cudowną otoczkę ).

Jej fenomen polega na tym,ze ma bardzo długo proces przygotowywania jej do spożycia . Po zebraniu i wysuszeniu ,jest przesypywana do bambusowych koszy , gdzie następnie wstrząsana , tak, aby liście odbijały się o krawędzie kosza. Potem się je przesusza , następnie znowu obija , aż liście zaczną się utleniać.


Herbata turkusowa ma małą zawartość kofeiny,ale dużą taniny. Można o niej powiedzieć, że jest tak pomiędzy czarną a zieloną.



Jakie zatem ma właściwości : M.in redukuje problem nadciśnienia, wspomaga prace nerek i wątroby, stabilizuje poziom cukru we krwi, wskazuje działanie przeciwnowotworowe, poprawia stan skory (polecana przy trądziku) , wpływa na przemianę materii.


Jak ją parzymy ? I tutaj jest jedna z fajniejszych rzeczy - mimo,ze do najtańszych nie należy, można ją zaparzać  wielokrotnie (nawet do 7 razy ) .Temperatura zaparzania to 95 stopni, parzymy przez ok. 1-1,5 minuty, potem kiedy wykorzystujemy ponownie liście to wydłużany ten czas o ok. 30-40 sekund. Pamiętajcie o tym, aby przed zaparzeniem suszu , koniecznie go przepłukać , żeby pozbyć się ewentualnych toksyn i nieprzyjemnego posmaku.




Zachęcam Was do stworzenia rytuału picia tego cudownego napoju. Warto zainwestować w czajniczek, zaparzacz, ulubione kubki, konfiturę, dobry miód , pachnącą świeczkę i oddać się tej wspaniałej celebracji .

Dla mnie picie herbaty jest wyjątkowe - w górach jest moim ciepłem , a w domu sprzyja rozmowom,odpoczynkowi , refleksji. Wprowadza pewnego rodzaju przytulność i intymność.




Jeśli nie masz w domu zestawu do zaparzania herbaty,albo po prostu chcesz spróbować białej lub turkusowej - zapraszam do nas. A i ciastem poczęstuje.


Na zdrowie !

piątek, 31 sierpnia 2018

Wzmocnij się !


Zbliża się jesień , a tym samym zmienna pogoda ,która będzie wpływać na nasze samopoczucie , dlatego chce się z Wami podzielić moimi sposobami na wzmocnienie organizmu, które zamiennie stosuje przez cały rok.


Pierwszym z nich jest picie wody alkalicznej, która nazywana jest wodą „żywą” ze względu na to, że jest nasycona aktywnym wodorem, a to z kolei eliminuje nadmiar wolnych rodników, które są odpowiedzialne m.in za choroby nowotworowe. Pijąc wodę alkaliczna wzmacniamy układ odpornościowy i wyzbywamy się starych komórek, zastępując je nowymi, dzięki temu organizm starzeje się wolniej. Dodatkowo ma idealne pH  - nasz organizm nie jest zakwaszony ( a kwasimy go m.in niezdrowym jedzeniem, fast foodami,słodyczami...). Woda ta jest lepiej przyswajalna przez organizm, nie wiem czy wiecie, ale picie zwykłej mineralnej zazwyczaj niewiele daje organizmowi, gdyż woda dosłownie przelatuje przez nas.



Wody jonizującej,alkaicznej,  nie kupicie w plastikach , będzie dostępna w szklanych butelkach lub foliach. Niestety jest dosyć droga ,dlatego ja znalazłam sposób, aby tą naszą wodę zatrzymać w organizmie. Gdy tylko otwieram butle w domu, wsypuje szczyptę soli himalajskiej (lub innej morskiej), w ten sposób woda dociera do wszystkich narządów w moim ciele. Różnicy w smaku nie ma,a korzyści spore.

Drugim sposobem wzmacniania i detoksykacji organizmu jest picie wodno - ziołowego naparu Alveo, skomponowanego z 26 ziół. Można spożywać w ciąży i przy laktacji,ponieważ jest w 100% naturalne. Jeśli macie problemy z układem pokarmowym, to polecam tym bardziej. Znam osobiście kilka przypadków, którym pomogło.

Dewizą Alveo jest oczyszczenie , wzmocnienie organizmu. Alveo przy regularnym stosowaniu przyczynia się wręcz do  samoleczenia organizm, gdyż najpierw pozbywa się złogów m.in miażdżycowych i cholesterolowych .Ci którzy maja problemy z kamicą żółciową czy nerkową po ok miesiącu zauważą w moczu złogi, które są oznaką rozpuszczenia.



Działanie Alveo jest bardzo szerokie,dlatego, jeśli ktoś z Was jest zainteresowany polecam poczytać więcej w sieci, ja nie będę się wymądrzać =), jedyne co Wam mogę powiedzieć, że polecam, bo przy stałym przyjmowaniu  niweluje wiele dolegliwości, jest naturalny i jego działanie potwierdzone w mojej rodzinie ;).



Kolejna prosta sprawa to picie siemienia lnianego i to nie tylko przy antybiotykoterapii. Siemię w skrócie ,bo o tym poczytacie w internecie - wpływa pozytywnie na układ pokarmowy i krążenia , obniża poziom cholesterolu, poprawia strukturę włosów i wzmacnia paznokcie, chroni przed nowotworami hormonozależnymi , kontroluje poziom glukozy we krwi,wycisza przewlekłe stany zapalne.



Herbata ! Uwielbiam jedni są kawoszami ,ja należę do grupy herbatoholików. Zwykle pije herbatę białą, koniecznie liściasta. Biała herbata jest zdrowsza niż zielona, ponieważ ma więcej antyoksydantów, poza tym dobrze wpływa na układ krwionośny, walczy z wirusami,wzmacnia organizm i pomaga przy osteoporozie i zapaleniu dziąseł. Plus łyżeczka miodu, czasem soku z malin i jest bomba rozgrzewająca i odpornościowa. No i cały rytuał parzenia jej daje niesamowitą atmosferę i przyjemność z picia.


Pokrzywa - również najlepsza w liściach, ma ogrom właściwości, jest moczopędna,więc dla ludzi z problemami z układem moczowym,wręcz wskazana, wzmacnia włosy i paznokcie, ma właściwości odkażające, pomocna przy problemach z żołądkiem i jelitami, a dużo witamin, pozytywnie wpływa na laktację ;) Również polecam poczytać o jej szczególnych właściwościach. Taki skarb natury.



Ostatnia rzecz, którą wręcz uwielbiam, to prosty eliksir odpornościowy - woda z miodem i cytryną na czczo. Wieczorem zalewam połowę szklanki wrzątkiem, po ostygnięciu wody dodaje łyżeczkę miodu. Rano dodaje wrzątek do pełnej szklanki,wciskam pół cytryny i pije od razu. Pobudza układ trawienny, dodaje energii i jednocześnie chroni przed przeziębieniami i przyspiesza chudnięcie ;)
U mnie cała rodzina stosuje eliksir zdrowotności.



Zatem wybierz sobie jeden ze zdrowych,  napojowych nawyczków i zastosuje tej jesieni , na pewno nie pożałujesz,
 a Twój organizm będzie Ci wdzięczny.